Jomsom trek (trekking dookoła Annapurny cz. II)

Jomsom trek stanowi pozwala poznać malowniczą i zróżnicowaną dolinę Kali Gandaki. Trasa stanowi część treku dookoła Annapurny. Niestety trasa ta się zmienia diametralnie i w ciągu najbliższych kilku lat będzie ją można jej znaczną część przejechać dżipem dlatego warto wybrać się do Nepalu już teraz 🙂


Czas trekkingu wynosi od 5 dni (przy korzystaniu z dżipów) do 12 dni. Przeciętnie trasę można pokonać w 10 dni bez wielkiego wysiłku. Trek można znacznie skrócić decydując się na dolot do Jomsom lub powrót z Jomsom samolotem. Taka podróż kosztuje przeciętnie około 80 dolarów. Zazwyczaj bilety się kupuje dzień lub dwa przed odlotem. Trzeba tylko uważać na pogodę, bo gdy jest pochmurny samoloty nie startują. Lot do Pokhary trwa około pół godziny i do dyspozycji mamy malutki samolot śmigłowy, z około 20-ma miejscami dla pasażerów. Pojazd czasy świetności ma już dawno za sobą, o czym świadczą bogate zdobienia w postaci łat na samolocie. Na pokładzie stewardessa rozdaje poczęstunek i.. waciki do uszu, bo w samolocie bywa strasznie głośno. W każdym razie lot w towarzystwie kilku znakomitych masywów Annapurny stanowi sam w sobie nie lada atrakcję.

jomson

Najlepsza pogoda na trekking to początek zimy – środek października do końca listopada, a potem wiosna – marzec do maja. W kwietniu  można podejrzeć kwitnące rododendrony. Od czerwca do początku października trwa monsun i wtedy wielkie góry są przykryte za chmurami, a od grudnia do końca lutego trwa zima, kiedy to w nocy panują ujemne temperatury(większość hoteli spotykanych podczas treku nie ma ogrzewanych pokoi). Sezon oznacza wielu turystów na trasie, ale i większe prawdopodobieństwo doskonałej pogody przez cały czas trekingu. Mniej turystów przybywa wiosną do Nepalu, ale wtedy też wzrasta szansa na deszczowy dzień.

Przed wyjazdem należy zaopatrzyć się w pozwolenie na trek(permission) w regionie Annapurny, które kosztuje ponad 2000RP(30$) oraz kartę TIMS (karta dostępna za darmo w 2011 roku wyglądem przypomina paszport bez stron na stemple). Oba dokumenty wydają biura turystyki w Pokharze lub Kathmandu. Dokumenty są surowo respektowane i w razie ich braku należy zapłacić dwukrotną sumę za ich wystawienie, a czasami wrócić się do Pokhary.

Co zabrać na trekking

Wysoko w górach panują niesprzyjające warunki dla naszej skóry i promieniowanie jest znacznie bardziej niebezpiecznie niż w niższych partiach lądu, także koniecznie trzeba ze sobą wziąć olejek ochronny do opalania z dużym filtrem i okulary przeciwsłoneczne. Olejek stosujemy nawet jeśli słońce jest schowane za chmurami! Zbliżając się do Jomsom bardo pomocna może okazać się kurtka wiatrochronna. Poza tym potrzebna jest porządna kurtka przeciwdeszczową czy ponczo z dobrego materiału. W noc wyiele hoteli nie posiada elektryczności i przydatna się staje latarka czołowa, Ponadto ze szczegółów jakie wyszły podczas kilkutygodniowego treku wokół Annapurny przydatna okazać może się: pomadka do ust(potrafią pękać od słońca), zestaw leków na biegunkę (Norfloxin i pochodne), spodnie z odpinanymi nogawkami, wygodny plecak i buty (w żadnym wypadku nie nowe, rozchodzone i wygodne!), opaska uciskowa na nogi i stopy (raz mnie dopadł skurcz, który puścił dopiero po tygodniu, także to nie taki głupi gadżet). Z elektronicznych gadżetów nieoceniona może się okazać zapasowa karta pamięci do aparatu, baterie dodatkowe czy jakieś urządzenie do wytwarzania prądu na własną rękę. Walutę bierzemy tylko lokalną, a nie dolary czy euro. Poza tym w razie W skuteczne będą tabletki do oczyszczania wody, jeśli kijki trekingowe to dwa (jeden przeszkadza moim zdaniem) i jakiś płyn odkażający. Przyda się żywność kaloryczna przywieziona z Polski. Ja miałem własną herbatę i cukier co dawało oszczędność około stu rupii(prawie 2$) na jednym litrze przegotowanej wody.  Miałem też metalowy bidon, który służył za czajnik w czasie gotowania posiłków dla mnie. Rozwiązanie ekologiczne i pozytywnie odebrane przez właścicieli hoteli . Nigdy nie używałem polecanej na jednej z for kradziejki prądu, czy też innych metod jakich uczą w wojsku. Dlaczego o tym wspominam, okazuje się że większość pokoi pozbawionych jest gniazdek elektrycznych, a za podładowanie komórki czy aparatu u właściciela, trzeba słono płacić (nawet 200 NPR). Jeśli już bierzemy komórką to tylko w sieci IDTC(?). Konkurencyjna sieć nie ma zasięgu w regionie Annapurny.

Wybierając się do Muktinath nie potrzebujemy żadnego specjalnego ekwipunku – namiotu,  śpiwora, kuchenki gazowej, czy też karimaty, nawet tragarza uważam za zbędnego. Nocleg i jedzenie zapewnione jest na miejscu, nie warto się dociążać niepotrzebnie. Jeśli natomiast cenimy sobie komfort to zatrudnijmy tragarza na miejscu, a nie w biurze podróży, bo w ten sposób wspieramy okoliczną ludność, która ma ograniczone sposoby zarobku. Dziennie wynajęcie tragarza kosztuje około 5-10 dolarów w zależności od trasy itp. Przed trekingiem zdobycze uzbierane podczas podróży możemy przechowywać za darmo w hotelu w którym spaliśmy, pod warunkiem że po powrocie skorzystamy jeszcze raz z noclegu.

Jak bardzo cywilizowany jest ten trekking?

Trek można z powodzeniem wykonać samemu, więc przewodnik nie jest konieczny. Zaletą dla której warto korzystać z jego usług jest możliwość poznania wielu szczegółów o bogatej kulturze Nepalu, a czasami można też liczyć na pokazanie kilku skrótów. Trasa jest bardzo popularna i z pewnością wiele z jej dróg zostało doskonale opisanych w wielu przewodnikach(za wyjątkiem LP).

Po drodze będziemy mijać tragarzy z imponującą ilością bagażu na plecach. Ludzie ci są przyzwyczajeni do noszenia ciężkich bagaży do tego stopnia, że rezygnacja z pracy będzie się wiązała z trwałym uszczerbkiem na zdrowiu.  Nie oczekujmy, że większość z nich będzie biegle władała językiem angielskim, ale z pewnością wskażą nam odpowiednią drogę jeśli tylko wypowiemy im magiczne słowo miejscowości do której zmierzamy. Z ich gestykulacji możemy dowiedzieć się o lawinach na drodze, zarwanych szlakach czy innych niedogodnieniach. Czasem też potrafią wskazać skrót lub można podążać za nimi jeśli wiemy dokąd zmierzają.

Niedogodnościami podczas trekingu mogą stanowić napotykane stworzenia. Nie będą to z pewnością tygrysy czy lamparty, ale pijawki, które wędrują z biegiem strumieni i „nocują” w konarach drzew, a i lubią się pokazywać podczas deszczy. Na szczęście te paskudne zwierzaki nie przenoszą choróbsk, ba mają dobroczynny wpływ na organizm o ile do otwartej ranie po ukoszeniu nie dostanie się jakieś zakażenie.. Poza tym w niektórych hotelach można natrafić na bedbugsy, które upijają się naszą krew podczas snu, pozostawiając po sobie bolesne rany podobne kształtem do ukąszenia komarów. Jedyną radą na te stworzenia jest po prostu dokładne sprawdzenie łóżka czy nie ma na nich śladów krwi. Poza tym pewną nadzieję daje używanie olejku dla dzieci do nasmarowania skóry przed snem. Zapach olejku i jego konsystencja potrafi zniechęcić co bardziej wybredną pluskwę. Niedopasowane obuwie do trekingu, które nie przeszło chrzestu na przykład w polskich górach może skutecznie zepsuć nam wyjazd, a brak odpowiedniego ekwipunku może być kosztowny, kiedy to trzeba się zaopatrzyć w to co oferują mijane sklepy.

 

Jomsom trek (część treku wokół Annapurny)

Trekking rozpoczyna się z miasteczka Nayapul(1070) lub Beni(830), do którego dojedziemy małym busikiem z Pokhary lub Kathmandu.

dżungla

Wejście z Beni jest  o tyle wygodne, że zamiast maszerować dzień do Tatopani można się zabrać busikiem (jazda około 2 godzin po wertepach). Wybierając Nayapul czeka nas spory wysiłek na sam początek, bo do pokonania będzie prawie 2000 metrów wysokości aż do Ghorepani (2860) prowadzi droga usłana schodami i prowadząca przez znaczną część przez dżunglę.

Pół godziny drogi od Ghorepani znajduje się Poon Hill(3193) skąd przy dobrej pogodzie można zobaczyć panoramę Annapurny, Nilgiri i Dalaurghiri. Najlepiej sobie rozłożyć tą trasę na dwa dni, tak aby dotrzeć na Poon Hill z samego ranka, kiedy to widoczność jest najlepsza.  Niestety na zdjęciach widać że pogoda nie dopisywała ;(

Wracając z Ghorepani możemy się udać na trek Annapurna Base Camp (ABC), który trwa około 8 dni.

Kontynuując trek z Ghorepani czeka nas zejście przez wioski Chitre(2390), Sikha(1935) i Ghara(1700), Gharkola(1170) aż do Tatopani (1190), gdzie można wziąć nocleg.

Jest o tyle przyjemne, że znajdują się tu wody termalne(na turystów nawet czekają dwa baseny 😉 poza tym można porządnie i tanio zjeść i kupić sprzęt, którego się zapomniało – aparaty, baterie itp. Z Tatopani rozciąga się widok na Nilgiri Dalej idziemy wzdłuż koryta rzeki Gandaki Nadi.

droga tatopani

Na początku rozpościerać się będą otwarte widoki na to co zostawił za sobą rwący nurt rzeki. Niestety cały czas poruszamy się po drodze przygotowanej pod tiry i czasami można się natknąć na karawany tych pojazdów. Po drodze mijamy wioski Dana(1440), Rupse Chhahara (1615), aż dochodzimy do miejscowości Ghasa (2010). Całą trasę również można pokonać autobusem lub dżipem, ale decydując się na ten krok warto się zastanowić po co nam taki trek 🙂 Warto dodać, że z pojazdów najczęściej korzystają pielgrzymi i lokalni, także stwierdzenie, że wszystko jest budowane pod turystów jest lekko przesadzone. Dla turystów cena za podróż jest wygórowana i wynosi 500 NRP. Podobną kwotę zapłacimy decydując się na dojazd z Ghasy do Jomsom.

wodospady

most

W Ghasie możemy zaplanować sobie nocleg tak, aby następnego dnia dotrzeć do Kalopani(2530) skąd rozpościera się znakomity widok na Annapurne I, Nilgiri i Glacier Dalaurhghiri.

Po drodze mijamy wioski: Dhaiku(2085), Lete(2480). Trasa nie jest ciężka i jeśli wciąż mamy siły możemy minąć Kalopani i udać się kawałek dalej do Kokhetani(2545). Przez kolejne dni praktycznie cały czas będą nam towarzyszyć widoki na masyw Nilghiri.

Dalej mijamy: Larjung(2550), Kobang(2560) i Tukuche(2590). Klimat zmienia się diametralnie, na bardziej suchy, ciągle wieje wiatr znoszący ze sobą piasek. Krajobrazy co raz bardziej przypominają pustynię. Tam gdzie woda naniosła życiodajny muł rozpościerają się plantacje jabłoni, zbóż, warzyw i innych owoców zaopatrując cały region w żywność.

Z Tukuche, następnego dnia docieramy do wioski Marpha, jednej z najciekawiej zbudowanych na tej trasie. W wiosce mijamy dom… Unoszący się zapach szarlotki skłania do zatrzymania się w jednej z tutejszych ciastkarni. Nad wioską góruje buddyjska świątynia w postaci trójkąta wymalowanego na skale.

Dalej prowadzi dość uciążliwa przez wiatr część trekingu aż do Jomsom(2720), gdzie możemy zobaczyć jak wygląda stolica regionu.

W czasie sezonu bywa tu tłoczno i lepiej wybrać na nocleg przepięknie położone Kagbeni (2800). Wracając do Jomsom trzeba dodać, że tutaj można po raz pierwszy skorzystać z bankomatu, jednak przyjmuje on tylko karty VISA. Kilka hoteli oferuje możliwość wypłaty gotówki z prowizją około 5%, ale tylko z kart kredytowych wypukłych, więc lepiej się zaopatrzyć w wystarczającą ilość gotówki. Poza tym w Jomsom istnieje możliwość skorzystania z Internetu w kafejkach, zgrania sobie plików na DVD czy pendrive, a nawet skorzystania z WIFI oferowanego przez kilka lepszych hoteli. Z Jomsom odjeżdżają dżipy do Muktinath, ale decydując się na tą drogę stracimy najciekawszą część trasy prowadzącą przez dolinę Jhong Kola i malownicze wioski Kagbeni i Jharkot. Z Jomsom prowadzi trek wzdłuż koryta rzeki, a po obu stronach widzimy praktycznie pionowe ściany przypominające widoki z kanionów. I znów pojawia się dokuczliwy wiatr powodujący także burze piaskowe. Jeśli zdecydujemy się na nocleg w Jomsom to następnego dnia wybieramy się do Muktinath, a po drodze koniecznie musimy wstąpić do Kagbeni położonego poniżej szlaku prowadzącego do Muktinath.

kagbeni

Kagbeni wygląda jak żywcem wyjęte ze średniowiecza, bo zbudowane jest z naturalnych surowców, a wąska, zwarta zabudowa i bielone ściany dodają jeszcze więcej smaczku. Warto dodać, że Kagbeni to pierwsza wioska na szlaku Upper Mustang Valley, który prowadzi przez malownicze wioski regionu. W celu zachowania tradycji i kultury ludzi tam zamieszkujących ograniczono turystykę do zorganizowanych grup, gdzie koszt permitu kosztuje ponad 300$. Droga do Mustang strzeżona jest przez posterunek ACAP, ale można spróbować się przesmyknąć przez checkpost wychodząc na przykład o 4 nad ranem.

jomson trek

jomson trekking

Z Kagbeni szlak prowadzi przez Khingsar(3280) do Jharkot(3550), gdzie mamy okazję zobaczyć zniszczoną przez grad i burzę zabudowę średniowiecznej świątyni. Większa część miasteczka została odbudowana, ale gdzieniegdzie jeszcze widać ślady tego żywiołu.

Z Jharkot docieramy do Muktinath(3760), gdzie znajduje się świątynia wiecznego płomienia, cel wizyty pielgrzymów hinduskich i buddyjskich. Ogień ten płonie od ponad tysięcy lat, bo występują tutaj naturalne pokłady gazów kopalnianych. Warto zwrócić uwagę na czorteny umieszczone Kika kilometrów przed miasteczkiem – od wieków one wskazywały wędrowcom najbliższe miejsca na odpoczynek. Po drodze z pewnością będziemy mieli okazję spotykać grupki sadhu, wędrowców i fanatyków religijnych z wyciągniętymi rękoma w celu otrzymania jałmużny – bakszyszu. Zatrzymując się na noc w Muktinath nie sposób pominąć już kultowy hotel Boba Marleya, jeden z najbardziej charyzmatycznych miejsc, w których utrudzony wędrowiec znajdzie wikt i opierunek. Po kilku(nastu) dniach wędrówki i spożywaniu lokalnych specjałów jak ryż smażony i dal bhat serwowane w restauracji Bob Marley posiłki w stylu meksykańskim, włoskim lub steki z jaka będą smakować jak w najlepszej kontynentalnej restauracji J. Nocleg możemy mieć za darmo pod warunkiem, że zamówimy tam posiłek (regulamin hotelu). W hotelu jest ciepła woda w łazienkach, piecyk w jadalni i sali bilardowej. Obsługa jest bardzo przyjazna, gra muzyka Boba Marleya, poza tym do dyspozycji stół bilardowy, przydałyby się tylko nowe kije lub chociażby naparstki na kije, więc jeśli ktoś może zabrać to ze sobą to obsługa byłaby bardzo mile zaskoczona.

Przez Muktinath prowadzi trek wokół Annapurny, trasa przechodzi przez przełęcz Thorung La 5450 m.n.p.m. i dużo łatwiej jest przekraczać ją z drugiej strony niż z Muktinath ze względu na znaczne różnice wysokości.

Powrót z Muktinath do Jomsom również proponuję pieszo, ale tym razem nie co zmodyfikowaną drogą. Trudniejsza orientacyjnie będzie droga prawym brzegiem Tangar Ghyung Kola przez Jhong (3760) potem przejście mostem do Khingar(3280). Ja wracałem inaczej, przez Luprę i mogę polecić tą trasę, bo daje możliwość przyjrzenia się z większej perspektywy na otaczającą dolinę i masywy Dhaulargiri, Nilgiri, Thorung peak, a nawet Tilicho peak.

Droga wiedzie przez wzniesienie 3900 metrów i prowadzi szczytami, po czym następuje ostre zejście w dolinę Pandy Khola i znów niewielkie już wzniesienie aż do wioski Lupra, zamieszkanej przez społeczność Thakali. Tam można coś zjeść w jednym z domostw oraz zwiedzić średniowieczną gompę Bonpo o ile będzie otwarta. Zazwyczaj ktoś z mieszkańców nam ją udostępni do ofotografowania. Z Lupry prowadzi droga dnem rzeki, która łączy się z doliną Kali Gandaki. Trzeba ze sobą wziąć spory zapas wody i przygotować się na momenty porywistego wiatru, który może dokuczać przez kawałek drogi. Poza tym trasa, w którymś miejscu gubi oznakowanie, ale idąc szczytem widać jak na dłoni dokąd prowadzi jaka ścieżka w dół doliny Panda. Czeka nas około 8 godzin marszu. Trasa jest bardzo malownicza, na pewno nie będzie się nam nudzić.

Powrót

Z Kalopani do Tatopani kursuje bus i dżipy, jednak po monsunie drogi są nieprzejezdne, bądź też uszkodzone. Z wioski można udać się busem do Beni (około 500NRP za 4-5 godzin w trzęsącym się busem) lub udać się na ostry trek w górę (do pokonania różnica prawie dwóch tysięcy metrów) do Ghorepani. Trzeba koniecznie wybrać to miejsce na nocleg, aby od rana móc zobaczyć wschód słońca z Poon Hill, skąd przy dobrej pogodzie będziemy mieli okazję zobaczyć koronę gór od Annapurny po Nilgiri i Dhaulagiri! Dalej do wyboru Nayapul i powrót busem do Pokhary – przed nami spory wysiłek bo do pokonania trasa składająca się z kilku tysięcy schodów, przez dżungle po “turystyczne” wioski nepalskie lub Tadapani (i kontynuacja treku tym razem na szlaku ABC (Annapurna Base Camp)

rzeka

Nocleg i wyżywienie na treku Jomsom

Będąc na treku gwarantuję, że bardzo szybko zapomnimy o codziennych obowiązkach, pracy, polityce i innych problemach życia w społeczeństwie konsumpcyjnym. Nagle okaże się, że świat się nie zawali, a już na pewno nie firma w której pracujemy, jeśli nie będzie nas przez kilka tygodni, ba nawet bez kontaktu telefonicznego. Dni mijają bardzo szybko, wstaje się z bladym świtem (najlepszy czas na trekking to 5.00), a kładzie się spać razem z kurami 😉 Przestają wtedy doskwierać problemy z notorycznym brakiem elektryczności w górach, a po kilku dniach, gdy rozładują się do reszty nasze elektroniczne gadżety,  okaże się że ipod czy telefon wcale nie są niezbędne w naszym życiu. Z dnia na dzień nasze wymagania co do hotelu będą maleć, przekonamy się że można żyć bez TV w pokoju,  czy ciepłej wody w łazience. Nawet wyglądem można przestać się interesować po którymś z kolei noclegu w hotelu bez lustra w łazience (co ciekawe hotele prowadzone przez kobiety miały nawet i dziewięć luster, generalnie to chyba jakiś przesąd z lustrami(ktoś może coś więcej wie?). Ciągły marsz wymusza od nas niejako o zadbanie w pierwszej kolejności o podstawowe potrzeby jak wyżywienie, toaleta czy nocleg.

Trasa jest na tyle popularna, że przez całą jej część napotykamy hotele o zróżnicowanym, często opłakanym standardzie. Zazwyczaj są to na szybko sklecone drewniane budynki, gdzie jedynym wyposażeniem pokoju stanowi łóżko i nie ma co liczyć na dodatkowe wygodny jak na przykład własna łazienka czy nawet ciepła woda w łazience. Za pokój zapłacimy mniej niż dwa dolary (od 50 do 100 NPR), jednak pobyt w hotelu wiąże się ze złożeniem zamówienia na co najmniej jeden posiłek, którego ceny zaczynają się od 200 NPR.

Jedną z przyczyn zawyżonych cen jest fakt, że właściciel hotelu zobowiązany jest za darmo obsłużyć przewodników i tragarzy, jeśli pojawi się grupa zorganizowana. Pieniądze wpłacane w biurze turystycznym za wynajęcie przewodnika nigdy nie obejmują jego wyżywienia i kosztów noclegu! Jest to odgórnie ustalone przez rząd i stanowi realny problem dla właścicieli hoteli i restauracji, tym bardziej że widywałem na trasie takie „grupy” gdzie na jednego turystę przypadał przewodnik i tragarz. Dlatego też hotele są w komitywie i ceny noclegu i menu mają ustalone z góry dla każdej wioski inne, generalnie im wyżej tym drożej. W wyborze hotelu kierowałem się zawsze kilkoma względami – przede wszystkim kto jest właścicielem, obłożenie(wiele hoteli ma podpisane umowy z przewodnikami), lokalizacja i ogólny wygląd hotelu.  Negocjacja cen za posiłek jest możliwa, jednak nie zawsze z powodzeniem. Zazwyczaj udawało mi się wynegocjować darmowy nocleg i około 25% tańsze posiłki.

Podstawowe posiłki serwowane w restauracjach na całym treku to: zupy – noodles z paczki, ryżowa(szczególnie popularna w Tajlandii) lub wyśmienita czosnkowa, cebulowa lub grzybowa zupa własnej roboty. Niestety zupy są nieproporcjonalnie drogie do serwowanej dawki energii. Jako dania główne do dyspozycji mamy smażone makarony spaghetti(pasta), świderki(maccaroni), ziemniaki i ryż serwowane: bez niczego(plain), wraz z warzywami (wersja veg.), serem, jajkiem, tuńczykiem lub mięsem(trudniej dostać). Czasem można trafić na wersje również z grzybami. Ja zazwyczaj miks Jako przystawki to nepalski chlebek, chapatti, naleśniki. Na śniadanie: jajka, tosty z dżemem lub czekoladą i owsianka.

Z reguły zamawiałem to co mają zawsze na stanie, czyli dal bhat na kolację, a w porze obiadowej ryż lub makaron smażony z warzywami (zazwyczaj ograniczało się to do czegoś zielonego na wzór kapusty) i serem lub grzybami. Dal Bhat stanowi podstawę żywienia ludzi gór i można go otrzymać w każdym domu. Składa się z kilku przystawek: sosu z soczewicy, warzywnej sałatki, placka kukurydzianego i ryżu, a wszystko to serwowane z dokładkami do czasu aż nie nasycimy się.

Cena dal bhat na treku wynosi około 180 NRP.  Mięso jest tu drogie i nie zawsze dostępne, a ser szczególnie od jaka – wyśmienity! Spróbujcie nepalską pizze, z pewnością nie pożałujecie. Równie dobry jest nepalski chleb na gorąco, czy razowy nazwany trafnie „przysmakiem trekera” czy taki wynalazek jak chleb jasny-cynamonowy. W wielu miejscach na trasie już funkcjonują piekarnie, ale chyba nie oto chodzi w trekingu..

Na rozgrzanie wczesnym rankiem lub wieczorem kiedy to rzeczywiście bywa chłodno możemy skosztować nepalskiego wina ryżowego lub z lokalnych owoców. A na śniadanie owsianka z mlekiem w proszku(niestety). W przydrożnych sklepikach często możemy się zaopatrzyć w dodatkową porcję energii w postaci przeterminowanych batonów lub owoców, sprzedawanych również przez dzieci idące lub wracające ze szkoły. Rzecz niespotykana, ale najmłodszych się tu werbuje na sprzedawców haszyszu uprawianego jak widać nie tylko w celach religijnych. Najmłodszy diler jakiego widziałem na oczy miał na oko trzy latka i nie wiele więcej mógł powiedzieć niż: „hasis” i „tfu handret”.

Kwestią nie bez znaczenia jest tu odpowiednie nawodnienie organizmu podczas trekingu, kiedy to organizm znacznie się poci. Napoje butelkowane są drogą przyjemnością, poza tym generują ogromną ilość śmieci nie podlegającą żadnym regułom recyklingu.

Najlepiej kupować wrzącą wodę , która kosztuje kilkadziesiąt rupii za litr i zaparzyć własną np. herbatę. Litr herbaty kosztuje nawet 150 NPR.  Za cukier zapłacimy góra 20 baht.  W czasie pierwszego treku piłem tylko przegotowaną wodę jaką można BYŁO uzyskać za darmo na treku i czasem ze źródła z użyciem tabletki odkażającej wodę. Od niestety dwóch lat sytuacja się zmieniła i nawet za przegotowaną wodę należy zapłacić. Podczas drugiego treku tym razem wokół Annapurny – tropem jednego z trekerów zdecydowałem, że nie będę truł się wodą chlorowaną czy odkażaną jodyną i piłem wodę prosto ze źródeł wody pitnej (symbol węża przy wodopoju), a i zdarzało się prosto z natury jak wodospadów, jeśli mogłem podpatrzeć, że taką wodę piją lokalni ludzie. Zdecydowanie bezpieczniej i najekologiczniej jest kupować wodę odkażaną ozonem w punktach z symbolem zielonej kropli wody (ACAP: save drinking water). Aby móc korzystać z nich trzeba posiadać własną butelkę.

Problemy z aklimatyzacją opisałem przy Leh (Indie). W skrócie: co 500 metrów w górę należy robić minimum 15 minutową przerwę aklimatyzacyjną, gdy tego nie zrobimy czeka nas kołatanie serca, zawroty głowy i inne pierwsze oznaki zbliżającego się niebezpieczeństwa w postaci AMR (choroby wysokościowej).

Kilka słów o regionie i ich jej mieszkańcach

Region Annapurny jest eksploatowany turystycznie od ponad 60 lat, więc nie możemy oczekiwać, że po drodze napotkamy nietknięte cywilizacją plemiona górskie. Co więcej turyzm stał się dla większości ludzi doskonałym źródłem dochodów na tyle, że porzucili pracę na roli czy też hodowlę zwierząt i zajmują się tylko turystyką. Muszą oni zarobić w sezonie, aby starczyło na „chude miesiące” zimy czy też monsunu, a i dzieciom trzeba zapewnić odpowiednią edukację. Co bardziej obrotni rodzice wysyłają swoje pociechy na studia do Kathmandu lub do Indii, gdzie doskonalą wiedzę nie tylko z zakresu turystyki czy języka. Większość z nich, po studiach wraca do domu, bo nie może się odnaleźć w takich metropoliach jak Kathmandu czy Delhi. Stanowi to podstawowy problem z zaludnieniem wiosek górskich, bo w przeciętnej rodzinie liczba dzieci wynosi kilkanaścioro. Szczęśliwy ojciec to taki, który nie doliczy się swoich dzieci z użyciem obu rąk! W czasach gdy opieka medyczna była na bardzo niskim poziomie miało to pewne uzasadnienie, ale nie dziś kiedy to lekarza posiada każda większa wioska. Kolejnym problemem szczególnie dotykającym mieszkańców wiosek są małżeństwa aranżowane i handel dziećmi. W mniejszym stopniu dotyka to mieszkańców pracujących dla turystyki, ale co biedniejsze gospodarstwa czasem godzą się na to, aby wiązać koniec z końcem i zapewnić „lepszą” przyszłość córce. Niestety nepalskie prawo pozwala na takie praktyki, które na stałe wpisały się w kulturę tego regionu.

Praktycznie każdy właściciel hotelu biegle włada językiem angielskim, niestety gorzej jest już ze zrozumieniem podstawowych zasad ekologii czy też właściwym rozporządzaniem zasobami jakie daje matka natura. Większość hoteli jest tu budowana na szybko z surowców „ogólnodostępnych” czyli okolicznych lasów. Duży problem stanowi też wykorzystanie drewna jako podstawowego źródła opału niezbędnego do przyrządzenia potraw i ogrzania kuchni. Niestety tylko w kilku miejscach podczas treku wykorzystuje się gaz i ropę do ogrzania, bo ich transport jest kosztowny. Pozostaje nadzieja, że rząd nepalski zapewni wszelkich starań, w uświadamianiu lokalnej społeczności o tym, że sami budują swoją przyszłość. Jak wiemy z historii krótkowzroczność kosztuje i to znacznie, niech przykładem będą Chiny i „bajkowa” Szangrila, którą zdewastowano do takiego stopnia, że wycięto dziesiątki kilometrów lasów otaczających miasto, niszcząc przy tym naturalne schroniska dla zwierząt i zaburzając ekosystem tego regionu. Niestety Nepal jest uważany za jeden z najbiedniejszych krajów Azji za sprawą niewielkiego własnego przemysłu i trudnego położenia geograficznego. Szansę na rozwój daje turystyka, która daje nadzieję na lepszą przyszłość i wiele miejsc pracy. Jeszcze kilkanaście lat temu można zobaczyć na fotografiach jak ponurymi miastami były Kathmandu czy Pokhara, dziś zmieniły się nie do poznania. Co roku budynki pną się w górę, choć wąska zabudowa miejska nie pozostała zmieniona do dziś. To niesamowite zjawisko, gdy w centrum miasta wokół ruchliwej drogi spacerują kury i bawią się dzieci.. ale ten właśnie ścisk tworzy unikalną atmosferę, że właśnie wkroczyliśmy do świata, gdzie obok sklepu z dżinsami wciąż może funkcjonować żywa kultura opierająca się jeszcze zdobyczom europejskim, wzorcom amerykańskim i próbująca zachować swoją unikalność pomimo ogromnego napływu dóbr i uciech dotąd jeszcze nieznanych Nepalczykom. To niezwykłe połączenie gomp, wąskich uliczek, świątyń, stoisk z warzywami, sklepów i hoteli tworzy Kathmandu, serce Nepalu, serce gór.


[Total: 4    Average: 9.8/5]
  1. Pingback: Shangri-La
  2. Pingback: Pokhara

Leave a Reply

Your email address will not be published. Required fields are marked *

You may use these HTML tags and attributes:

<a href="" title=""> <abbr title=""> <acronym title=""> <b> <blockquote cite=""> <cite> <code> <del datetime=""> <em> <i> <q cite=""> <s> <strike> <strong>